Newsletter Willi Lentza! Zachęcamy do zapisów! Szczegóły
Terminy zwiedzania uległy zmianie! Zapraszamy do zapoznania się z czerwcowym grafikiem. Zwiedzanie
Frida. Kolekcjonerka z Westendu. Zapowiedź wydarzenia
Kochamy książki 4.0. Szczecińska Wiosna Poezji Zapowiedź wydarzenia
Artystyczne śniadanie na trawie w stylu lat 60. Dedykowane Jackowi Nieżychowskiemu Relacja
Jazz w Willi. Royber Trio. Muzyka Filmowa. M. Trzaska, O. Walicki, M. Moretti. Relacja
Jan Młynarski i Warszawskie Combo Taneczne. Relacja
Henry Mancini. 100-lecie urodzin. K. Dondalska i W. Pawlik Trio Relacja
Felietony | Monika Gapińska

Pandemia, wojna... O czym jeszcze będziemy opowiadać wnukom?

Prezentowana właśnie w Willi Lentza wystawa fotografii, autorstwa Tomasza Lazara – "Notatki z pustki", w każdym zwiedzającym wzbudza mnóstwo emocji. Jak bumerang bowiem powróciły wspomnienia z pandemii. Smutne i dramatyczne, ale też całkiem przyjemne, nawet zabawne. Jak to w życiu. To takie specyficzne, osobiste "notatki" z pamięci.
Ot, doskonale pamiętam SMS-a od znajomej, z wiadomością, że pod respirator trafiła właśnie nasza wspólna koleżanka z liceum. 37.2 na termometrze i strach, czy TO mnie właśnie dopadło. Puste ulice Szczecina w pierwszych dniach lockdownu, przywołujące na myśl sceny z filmów klasy B opowiadających o apokalipsie. Godziny spędzone przed telewizorem i oglądanie przerażających obrazów z covidowych oddziałów szpitalnych.

Mam też w pamięci całkiem miłe obrazki. Niezwykły gest życzliwości w postaci ... garnka z pysznymi gołąbkami, jaki na mojej wycieraczce zostawili znajomi, kiedy wraz z rodziną miałam kwarantannę. Życzenia noworoczne składane między sąsiadami przez okno, również tymi z kamienicy naprzeciwko, podczas sylwestra, gdy z powodu rządowych obostrzeń nie można było wyjść w nocy z domu. Kilka dni obiadów z mulami w roli głównej, z braku innych opcji, bo w osiedlowym markecie klienci w popłochu, w momencie ogłoszenia pandemii w Polsce, wykupili nawet najbardziej tłuste kawałki mięsa, pozostawiając w sklepowych lodówkach tylko owoce morza. Wreszcie radość, kiedy "otwarto" lasy i można było legalnie przytulić się do brzozy i posłuchać stukania dzięcioła. Pierwsze spotkanie ze znajomymi, po niemal pół roku. Choć w plenerze, bo tak bezpieczniej. I dzień, kiedy można było zdjąć z siebie domowe dresy, ubrać się elegancko i pójść na koncert albo do teatru.

To były notatki z pamięci. Poza nimi każdy z nas ma we własnym telefonie setki, a może tysiące zdjęć, będących bardzo ciekawym archiwum minionych dni. Wystawa fotografii Lazara zainspirowała mnie do tego, by przejrzeć własne fotografie z okresu lockdownu. Ale nie tylko. Poprosiłam kilkoro znajomych o to samo. Byłam ciekawa, jakie emocje pozostawiły swój ślad w ich telefonicznych archiwach.

Jak się okazało, zapis wyjątkowego czasu, gdy świat się zatrzymał, zdominowały dwa elementy: przyroda i kulinaria. Tak, tak! Lockdown na naszych zdjęciach pachnie chlebem, który wiele osób właśnie w tym okresie zaczęło piec. Albo innymi smakołykami, które zdominowały posty w mediach społecznościowych. Lockdown na fotografiach czasu izolacji ma też kolor zielony, jak rośliny, które sadziliśmy na balkonach i w ogrodach. W miejscach, które bywały dla niektórych z nas "spacerniakami", używając tu – proszę wybaczyć – słownictwa więziennego. Wreszcie lockdown na naszych zdjęciach to rodzinne granie w planszówki, wspólne gotowanie (znów te kulinaria!), a nawet szydełkowanie i majsterkowanie...

Zadziwiające, jak dużo osób prezentowało na Facebooka fotografie będące zapisem wyjścia z domu do ... śmietnika. Naprawdę! Był przecież taki okres w pandemii, kiedy wyrzucenie worka ze śmieciami stało się jedyną możliwością spaceru. Zatem zdjęcia z owej krótkiej "wycieczki na śmietnik" zwykle pokazywały mijane obrazki: krzew, który właśnie zakwitł, nowe graffiti na murze, stosy zabawek, które ktoś wyrzucił w ramach lockdownowych porządków czy maseczka leżąca na chodniku, zgubiona przez przechodnia...

Mam to szczęście, że moją rodzinę i przyjaciół pandemia potraktowała dość łaskawie. Z nikim nie rozstałam się na zawsze. Zatem moje archiwum fotograficzne, jak też "notatki z pamięci", mają raczej jaśniejsze tony i barwy, z nieco ciemniejszym odcieniem strachu i lęku o zdrowie najbliższych. Mimo to zastanawiam się, czy już zawsze będziemy dzielić życie na to sprzed pandemii i to po jej zakończeniu (oby jak najprędzej!). A może jednak na to sprzed i po wojnie Rosji z Ukrainą? Jakie jeszcze przykre niespodzianki szykuje nam los/przyszłość/świat, o których kiedyś będziemy opowiadać naszym wnukom?