Newsletter Willi Lentza! Zachęcamy do zapisów! Szczegóły
Terminy zwiedzania uległy zmianie! Zapraszamy do zapoznania się z czerwcowym grafikiem. Zwiedzanie
Frida. Kolekcjonerka z Westendu. Zapowiedź wydarzenia
Kochamy książki 4.0. Szczecińska Wiosna Poezji Zapowiedź wydarzenia
Artystyczne śniadanie na trawie w stylu lat 60. Dedykowane Jackowi Nieżychowskiemu Relacja
Jazz w Willi. Royber Trio. Muzyka Filmowa. M. Trzaska, O. Walicki, M. Moretti. Relacja
Jan Młynarski i Warszawskie Combo Taneczne. Relacja
Henry Mancini. 100-lecie urodzin. K. Dondalska i W. Pawlik Trio Relacja

Felietony

Felieton | Janusz Wilczyński

Jedna muzyka

To był 1983 albo 1984 rok. Teatr Letni w Szczecinie pękał w szwach. Przy wejściach na widownię i wzdłuż płotu stali nie tylko pracownicy obsługi koncertu, ale także ZOMO-wcy z długimi pałkami. Odziana w czarne i białe (ale też wielobarwne, o co za PRL-u łatwo nie było) ciuchy młodzież tłumnie napływała do amfiteatru w Parku Kasprowicza z całego miasta. Większość nie miała biletów, ale każdy liczył, że może kupi u koników z wielokrotnym przebiciem albo wejdzie „na wydrę”. W ostateczności istniała opcja rozlokowania się na trawiastym stoku wzdłuż płotu, gdzie, coś można było usłyszeć. Na początku lat osiemdziesiątych takie pospolite koncertowe ruszenie młodzieży wywoływały trzy zespoły: Perfect, Maanam i Republika.
Felieton | Janusz Wilczyński

Malarstwo i milcząca poezja

Zastanawiam się, co by było, gdyby panowie Joseph Nicéphore Niépce i Louis Jacques Mandé Daguerre nie wynaleźli fotografii? Malarze i rysownicy mieliby więcej zleceń! Zapotrzebowanie na pejzaże, portrety, sceny rodzajowe, uwiecznienia drzew, domów, wydarzeń byłoby ogromne! Bo ludzie zawsze lubią sobie popatrzeć. A poza tym, fotografia generalnie pokazuje to, co pokazuje, takim, jakie jest, obraz natomiast, czyli widzenie świata przetworzone przez wrażliwość oraz warsztat malarza, tworzy z rzeczywistością widzialną dialog, interpretuje ją i to nas kręci! W internetach są takie memiczne obrazki przedstawiające, jak najsławniejsi malarze namalowaliby to czy tamto – na przykład liść konopii indyjskich. Da Vinci wpisuje więc to listowie w okrąg i kwadrat, niczym człowieka witruwiańskiego. Picasso z okresu kubistycznego połamałby listki w różne trójkątne i romboildalne kształty, Pollock zamazałby rzeczoną roślinę kolorowymi, abstrakcyjnymi plamami, a Mondrian wyobraziłby ów liść w wyrazistych prostokątach i kwadratach, o kolorach czerwonym, żółtym, białym i niebieskim obramowanych czarną linią, jak na twórcę abstrakcji geometrycznej przystało. Tak sobie memotwórcy dworują z wielkich, bo wielcy artyści mają swój styl, niczym znak wodny na banknocie!
Felieton | Monika Gapińska

W galerii osobliwości, czyli jak zadziwiać i olśniewać

Wypchany, dwumetrowy zając, kołtun z włosów oraz zdeformowane ciała w formalinie – to tylko niektóre z eksponatów z najsłynniejszych kunstkamer. Gdybyśmy żyli kilkaset lat temu, to zamiast nowym iphonem, obrazem Tamary Łempickiej (te najdroższe na aukcjach osiągają nawet kilkanaście milionów dolarów), pierwszym wydaniem "Harry'ego Pottera" z autografem autorki, torebką Hermes Birkin czy winylową płytą grupy The Beatles, zwaną "The White Album", powinniśmy się szczycić własną galerią osobliwości. Oczywiście, gdyby nas było na nią stać oraz – co w tym przypadku jest kluczowe – gdybyśmy posiadali pasję kolekcjonerską.
Felieton | Janusz Wilczyński

Wsłuchać się w siebie

Leonardo da Vinci – ten miał ciężkie życie! Posiadał wiele talentów, a doba liczy zaledwie 24 godziny! Malował, rzeźbił, konstruował, budował, wymyślał różne urządzenia. Był też matematykiem, anatomem, geologiem, filozofem, muzykiem i pisarzem. Ciekawe, czy w czasach smartfonów i internetu, też byłby tak twórczy ? Raczej nie. Bo usiadłby sobie przy sztalugach, i już brałby się za szkicowanie Mony Lisy, a tu w kieszeni wibracja i dźwięk powiadomienia. Więc zerka Leonardo, co tam w wirtualu słychać i widać, a skoro już zerknął, to i poscrollować różne treści by zaczął. Tu dałby lajka, tam wstawił komentarz. Może jakąś sweetfocię by wykonał od czasu do czasu? Tak więc spędziłby miło, ale dość bezproduktywnie (dla całej ludzkości) czas, a my nie musielibyśmy tłoczyć się w Luwrze, aby zobaczyć najsłynniejszy obraz świata za pancerną szybą.
Felieton | Monika Gapińska

Majówka last minute? Szczecin i nicnierobienie

Mam wrażenie, że każdy, kto nie ma planów na majówkę, z niemal obowiązkowym grillowaniem albo wyjazdem – w zależności od preferencji – nad Bałtyk albo do którejś z europejskich stolic, uważany jest obecnie za, hmmm, ... dziwaka. Żeby jak najszybciej pozbawić się takiej etykiety, można wykupić wycieczkę last minute albo – w tańszej wersji – umówić się ze znajomymi na smażenie kiełbas/kaszanek/warzyw. A może sobie tak odpuścić i pozwolić na nicnierobienie?
Felieton | Janusz Wilczyński

Odejmować znaczy dodawać, czyli o sile wyrazu

Jest taka bardzo znana karykatura obrazu „Bitwa pod Grunwaldem” Jana Matejki. Narysował ją Stanisław Wyspiański. Jako, że bitwa to nie zakon kontemplacyjny albo medytacja w buddyzmie zen, więc na płótnie jednego z najwybitniejszych przedstawicieli malarstwa historycznego w Europie mnóstwo się dzieje. Wyspiański dzieło Matejki obejrzał, i dokonał swoistej, żartobliwej, syntezy. Na białej kartce narysował ciemne, splątane linie, wśród których umieścił sztandar z czarnym, krzyżem zakonu.
Felieton | Janusz Wilczyński

Najbardziej zmysłowy instrument

Zastanawiam się, który z instrumentów można uznać za najbardziej zmysłowy? Myślę, że ten skonstruowany w pierwszej połowie XIX wieku przez pewnego Belga. Nosi jedną nazwę, ale jest dziewięć odmian tego grającego urządzenia, z czego cztery podstawowe: sopranowy, altowy, tenorowy i barytonowy. Szczególnie tenorowe brzmienie owego „dęciaka”, zaliczanego do instrumentów drewnianych, ze względu na ustnik z tego materiału, jest nie tyle przyjemne, co wręcz rozkoszne dla ucha i całego jestestwa słuchacza. Tak więc ów sprzęt muzyczny, zaliczany do aerofonów stroikowych, drewniany, a jednak o korpusie z metali kolorowych, zawojował sceny jazzowej, rockowej i klasycznej muzyki.
Felieton | Monika Gapińska

"... przed teatrem zjeść koniecznie!", czyli co nieco o święcie ludzi teatru

Corocznie zbliżający się nowy sezon teatralny wywołuje u mnie dreszczyk emocji podobny do choćby oczekiwania na premierę nowej książki Margaret Atwood albo Eleny Ferrante, czy też pojawienia się w streamingu najnowszych odcinków serialu "Stranger Things". Kolejne teatry pod koniec wakacji albo w pierwszych tygodniach jesieni ujawniają tytuły, jakimi będą nas raczyć w najbliższych miesiącach. W teatromanach wzbudza to ekscytację równą temu, czym zapewne "karmią się" czytelnicy portali plotkarskich. W przypadku tych pierwszych sensacją dnia bywa to, że np. Jan Peszek zagra – na deskach scenicznych – Królową Śniegu, a Maja Kleczewska wyreżyseruje "Wesele" Wyspiańskiego (na marginesie – to już się wydarzyło w tym miesiącu w Krakowie). Dla tych drugich ważną wiadomością może być ta o kolejnym ślubie Michała Wiśniewskiego albo o nowym romansie Dody...
Felieton | Janusz Wilczyński

O klaunach poważnie i na wesoło

Cyrk, cyrk – przyjechał! Tę wiadomość przekazywaliśmy sobie podekscytowani w szkole i na podwórku. Lata siedemdziesiąte, nawet w tak dużym mieście jak Szczecin, to czas, gdy pojawienie się ogromnego namiotu oraz dziesiątków kolorowych barakowozów było dla mnie i moich rówieśników z podstawówki, wielkim wydarzeniem. Z tego czasu pamiętam dwa cyrki: „Arena” oraz „Wielki”. Cyrkowi artyści rozstawiali swój tabor u zbiegu Alei Wojska Polskiego z ulicą Bohdana Zaleskiego, a pod koniec lat siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych, przy Alei Wyzwolenia – w miejscu, gdzie dziś stoją centrum handlowe i wysoki biurowiec spółki żeglugowej.
Felieton | Janusz Wilczyński

Inspiracja, czyli wdychanie kultury

Co Panią, Pana inspiruje? – to pytanie jest zadawane artystom w niemal każdym wywiadzie. I jaka by odpowiedź nie padła, to inspiracja przychodzi z zewnątrz. Jednak musi trafić na kogoś, kto myśli odkrywczo i twórczo tam, gdzie inni podążają koleinami myślowych schematów. Dla jednych zdarzenie z życia będzie banalnym epizodem, a dla myślącej kreatywnie jednostki, natchnieniem do stworzenia książkowej, malarskiej, performerskiej czy też muzycznej opowieści.
Felieton | Janusz Wilczyński

Dwie wille i kompozytor

Tak, muszę to wyznać: jestem uzależniony. Od Tatr i Zakopanego. Dlatego co najmniej raz w roku mam imperatyw kategoryczny: pojechać na Podhale. Gdy już tam jestem, witam się spojrzeniem z majestatycznym „Śpiącym Rycerzem”, czyli Giewontem, którego strome urwiska schodzą ku Dolinie Strążyskiej. A gdy tylko na kwaterze złożę walizkę, przebieram się w turystyczne ciuchy, po czym, sapiąc niczym parowóz (a mimo to szczęśliwy), wchodzę tak wysoko jak się da i chłonę majestat skalistych grani oraz szczytów. Wdycham kryształowe powietrze, tonę w kosodrzewinie albo śnieżnej zaspie, gdy pora roku sprzyja. Potem, na miękkich ze zmęczenia nogach, schodzę do „Zakopca”, zasiadam w regionalnym barze i zajadam kwaśnicę z grulami. A gdy sezon – rydze prosto z patelni. Kiedy już zregeneruję nadwątlone siły, idę na ulicę Kasprusie.
Felieton | Monika Gapińska

Koszmar czy ideał przewodnika turystycznego? Oby to drugie!

Pamiętasz, jak w Malborku zapytałaś przewodniczkę, gdzie Krzyżacy mieli ubikację? – usłyszałam niedawno od kolegi, z którym w dzieciństwie byłam kilka razy na letnich koloniach. Nasi ojcowie pracowali w tej samej firmie, zatem niemal co roku spotykaliśmy się na tych trzytygodniowych wyjazdach "z zakładu pracy". Tak, tak, przyznaję: na wycieczkach byłam tym dzieckiem, które szło najbliżej przewodnika (żeby nie uronić ani jednego słowa z jego opowieści o oglądanych miejscach) i które zadawało mu mnóstwo pytań. Może zbyt dużo...
Felieton | Janusz Wilczyński

Książki na żywo

Internet to wspaniały wynalazek. Pozwala spotkać drugiego człowieka, który przebywa w innej przestrzeni. Jednak moim zdaniem spotkanie twarzą w twarz niesie więcej pozytywnej energii, uruchamia wszystkie zmysły, w tym zmysł szósty, czego nie daje meeting w sieci. Szósty zmysł pozwala wyczuć to „coś” nieuchwytnego – klimat, nastrój, aurę bezpośredniego spotkania. Takich atrakcji nie ma, gdy dzieli nas ekran komputera czy smartfona.
Felieton | Monika Gapińska

Przyszło nowe, czyli bookstagramerzy kontra recenzenci

"Dzięki tej książce uwolnisz się od traum, które oplatają twoje życie niczym korzenie" – taką oto wiadomością przywitała mnie dziś skrzynka mailowa, a dokładniej temat e-maila, który otrzymałam. Z racji, że lubię być na bieżąco w ofercie wydawnictw książkowych, jestem zapisana do sporej ilości tzw. newsletterów tychże firm. Stąd codziennie jestem namawiana – poprzez wiadomości e-mailowe – do zakupu kolejnych książek, z czego dość często, sądząc po ciągłych brakach w portfelu, korzystam. Ale – co istotne – w zależności od pomysłu marketingowego wydawnictwa, raz obiecuje mi się np. po prostu miłe spędzenie czasu przy lekturze, innym razem doznania niemal metafizyczne albo to, że wraz z nabyciem tego czy innego tytułu zacznę bardziej refleksyjnie podchodzić do swojego życia. Czasem wydawnictwo zapewnia, że książka ma lepsze działanie niż wizyta na kozetce u psychoterapeuty, bo ma mnie na przykład uwolnić od traum.
Felieton | Janusz Wilczyński

Tango, długo nic i taniec

Należę do elitarnego grona osób, którym muzyka w tańcu nie przeszkadza. Ona jest osobnym bytem i ja osobnym. Dlaczego? Otóż taniec zmusza mnie do tak silnej koncentracji, że lepiej nie próbować razem ze mną w parze realizować tego sposobu osiągania przyjemności i odprężenia. Żadnego odprężenia ze mną w pląsach na horyzoncie nie widać. Daremny trud, orka na ugorze i zmagania strongmenów w jednym. Z powodu porachunków z muzyką, gmatwaniny kroków i pogoni za rytmem, nie będę z partnerką w tańcu jak yin i yang, jak awers i rewers, jak alfa i omega. Za to bez większego problemu mogę nadepnąć na stopę, tudzież zadać niechcący cios łokciem albo kolanem. Tak! Nie podchodzić do mnie w tańcu! Patrzeć i obserwować. Zdumiewać się, jak można machać rękami i nogami, kołysać tułowiem, młynki głową kręcić, w (nie)takt muzyki. „Śpiewać każdy może” – stwierdzał kiedyś w piosence ze sceny Jerzy Stuhr. To i tańczyć każdy może „trochę, lepiej, lub trochę gorzej”, ale jednak!
Felieton | Janusz Wilczyński

Walcem, polką, karnawałem

Jest karnawał. To słowo pochodzi z połączenia dwóch włoskich wyrazów oznaczających pożegnanie z mięsem przed Wielkim Postem. Ale słowo karnawał niektórzy uczeni wywodzą z łaciny. Carrus navalis to był wóz w kształcie okrętu, którego używano w procesji świątecznej ku czci bogini Izydy, a później Dionizosa / Bachusa w starożytnym Rzymie. Tak, post i karnawał to nie są wynalazki z kręgu kultury chrześcijańskiej – Izyda i Dionizos odsyłają nas pod piramidy, Akropol i Colosseum. Ten Dionizos to bardzo wesoły bóg był – odpowiadał za płodność, dziką naturę, winną latorośl oraz wino.
Felieton | Monika Gapińska

Postanowione, że w tym roku mam (noworoczne) postanowienia: więcej i mniej

Na przekór powszechnej modzie, która nakazuje zakończyć rok z postanowieniami na ten kolejny, rok temu postanowiłam nie mieć żadnych postanowień noworocznych. Zresztą, napisałam o tym felieton zatytułowany "Postanowione, że postanowień nie będzie".
Felieton | Janusz Wilczyński

Zupełnie bliskie zwiedzanie

A gdyby tak poprzechadzać się nieco i zapoznać z jakimś miejscem? Czyli po prostu pozwiedzać? Zwiedzanie to dziś poważna gałąź, czy nawet potężny konar, światowej gospodarki o wartości liczonej w bilionach dolarów. Można zwiedzać samochodem, autokarem, rowerem, pieszo, z lotu ptaka, z wody i pod wodą lub mieszając owe sposoby. Cel jest jeden: coś zobaczyć, doświadczyć, przeżyć.
Felieton | Monika Gapińska

Czytanie starych czasopism bywa (czasami) pokrzepiające

Bycie zbieraczem (zbieraczką) bywa mocno problematyczne, szczególnie jeśli metraż ma się niezbyt duży. Albo kiedy spory metraż się "kurczy", gdy ilość zbieranych rzeczy zaczyna być przytłaczająca. Ta druga sytuacja mnie też dopadła, bo – niestety, muszę to przyznać – jestem zbieraczką. Rzeczy wszelakich, ale zawsze bardzo potrzebnych.
Felieton | Janusz Wilczyński

Subiektywnie-obiektywnie o fotografii

Gdy podczas studiów czekałem w czytelni Książnicy Pomorskiej na zamówione czasopisma, zawsze sięgałem po leżące na półkach periodyki fotograficzne. Długo oglądałem czarno-białe i kolorowe zdjęcia, zafascynowany tym, jak fotograficy wydobywają z widzianej obiektywem rzeczywistości swoją prawdę o świecie. Obecnie w czytelniach nie przesiaduję, ale za to wchodzę na profesjonalne portale ze zdjęciami.
Felieton | Monika Gapińska

Na Brackiej już zawsze będzie padał deszcz. Taki meteorologiczny przypadek...

Niemal każde przejście krakowską ulicą Bracką – rzecz jasna przez polskiego turystę – staje się niemal zwyczajowym cytatem z piosenki Grzegorza Turnaua, o padającym tu niemal bez przerwy deszczu. Nie ma chyba Polaka/Polki, którzy by nie znali tego utworu, ze słynnym szlagwortem: "A w Krakowie na Brackiej pada deszcz/Gdy konieczność istnienia trudna jest do zniesienia/W korytarzu i w kuchni pada też/Przyklejony do ściany zwijam mokre dywany/Nie od deszczu mokre, lecz od łez".
Felieton | Janusz Wilczyński

Oczy, rzeźby i wyobraźnia

Rzeźby? Uwielbiam! Za co? A za to, co specjaliści od sztuki ujmują mniej więcej tak: rzeźba ma beziluzyjny, konkretny, przestrzenny i zmysłowy charakter. No właśnie – uwielbiam rzeźbę widzieć, ale też dotykać (jeżeli można), a nawet wąchać – ten zapach drewna albo piaskowca, czy żelaza!
Felieton | Janusz Wilczyński

Nie tylko słowa uderzają do głowy

Tej jesieni, w otulonym szalikiem kolorowych liści, górzystym Świeradowie-Zdroju odkryłem w pewną niedzielę wypożyczalnię książek.
Felieton | Janusz Wilczyński

Lekkość

Już dawno odleciały, ale wciąż pamiętam, jak szybko i zwinnie unosiły się w przestworzach, w pogoni za owadami. Jaskółki i jeżyki, zachwycająca lekkość wbrew grawitacji.
Felieton | Monika Gapińska

Retro ciągle jest trendy!

Kilka lat temu koleżanka mieszkająca w Warszawie, która wówczas została mamą, powiedziała mi, że ma już z mężem plany na czas, gdy synek będzie na tyle duży, by na kilka godzin móc zostawić go pod opieką niani. Otóż młodym rodzicom zamarzyło się pójść na kurs tańca swingowego o nazwie Lindy Hop. Dzięki nim dowiedziałam się, iż w Polsce jest spora "swingowa społeczność", spotykająca się na retro potańcówkach. Oczywiście w ubiorach wyciągniętych z szaf babć, wyszukanych w second handach albo specjalnie szytych według wzorów z lat 30. czy 40. Retro wtedy było trendy. Zresztą, nadal ma się całkiem dobrze.
Felieton | Janusz Wilczyński

Słodycz zaprawiona goryczą, czyli rzecz nie tylko o śliwkach.

Uwielbiam śliwki. A najbardziej węgierki. Takie w pełni dojrzałe, zrywane pod koniec września i w październiku. Zawierają słodycz z nutą cierpkiej goryczy. Śliwki porównuję do początku jesieni: dni są jeszcze ciepłe (tak jak śliwki słodkie), ale wieczory, noce, poranki (niczym śliwkowa gorycz i cierpkość) chłodne.
Felieton | Monika Gapińska

Zrób sobie "zajęcia z podyplomówki"

Z racji, że czasy studenckie mam dawno za sobą, prawie nie zauważyłam, iż całkiem niedawno rozpoczął się nowy rok akademicki. Owszem, mignęły mi gdzieś w telewizji uroczystości z tym związane. Ale tak szybko jak mignęły na ekranie, tak jeszcze szybciej umknęły z pamięci.
Felieton | Monika Gapińska

Hasztag jesieniara

Jesień wielu z nas nastraja minorowo. Bo wakacje za nami, a na kolejny urlop trzeba czekać niemal rok. Bo dni są coraz krótsze i nawet "sowy" zaczynają ziewać koło dwudziestej. Bo koniec roku bliski i znów przyjdzie nam zrobić bilans, które z noworocznych postanowień udało się nam zrealizować, a które nie.
Felieton | Janusz Wilczyński

Emocje, kultura i piłka

Gdy w pewnej ankiecie zapytano respondentów o to, w jakim wydarzeniu kulturalnym wzięli ostatnio udział, wielu odpowiedziało, że w... meczu piłkarskim. Wyobrażam sobie okrzyki zawodników i zagorzałych kibiców podczas tego meczu: „No jak pan podaje! Panie sędzio, nie zauważył pan spalonego! Ała, moja noga, proszę tak nie robić!” To rzeczywiście musiał być bardzo kulturalny mecz.
Felieton | Monika Gapińska

Po co, zresztą, ciągle... Od kiedy jest się seniorem?

Kilka lat temu organizatorzy festiwalu muzycznego, odbywającego się na szczecińskiej Łasztowni, zdecydowali o tym, by osoby od pięćdziesiątego roku życia wpuszczać bezpłatnie na koncerty. Nie pamiętam, czy w zapowiedzi tej "darmoszki" padło słowo senior, ale i tak to zostało zinterpretowane przez niektóre osoby: seniorów wpuszczają bez biletu.
Felieton | Monika Gapińska

Korzystajcie z ostatnich dni letniej laby! Zanim wpadniecie w szkolną pętlę czasową...

W tym roku z całkowitą obojętnością przechodzę obok promocyjnych akcji, które wraz z końcem wakacji, corocznie jak bumerang, pojawiają się w centrach handlowych. "Back to School", "Szkoło, hej" czy "Powrót do szkoły" – zachęcają hasła reklamowe, mające przekonać rodziców do zakupu szkolnych plecaków, zeszytów, pisaków, itd., itd. Oczywiście wszystko okazyjnie i w wyjątkowo niskiej cenie – tak przynajmniej wynika z haseł wymyślonych przez speców od promocji.
Felieton | Monika Gapińska

Mniej scrollowania – ot, postanowienie na koniec lata

Czy macie taki odruch, że po wejściu do tramwaju albo autobusu, kiedy już uda się wam znaleźć miejsce do siedzenia, natychmiast wyciągacie telefon z torebki/kieszeni i zaczynacie przeglądać media społecznościowe/portale/e-maile? Niestety, ja tak właśnie robię. Najczęściej przeglądam wtedy posty na Facebooku i Instagramie albo wpisy na Twitterze. Taka czynność ma już swoją nazwę: scrollowanie. Czyli przewijanie zawartości ekranu na smartfonie albo tablecie.
Felieton | Monika Gapińska

Chrupacze, siorbacze i mlaskacze, czyli jak długie reklamy uratowały seans

"Istnieje pewna zbrodnicza, milionowa mafia, której podła działalność nie da się niestety „podciągnąć” pod paragrafy kodeksu karnego, chociaż członkowie jej zasługują na wszelkie istniejące, a nawet zaniechane już sposoby torturowania, na ciężkie więzienie z ciemnicą, na chłostę publiczną lub doraźne mordobicie. Ta zorganizowana banda, ta „ferajna” ciemnych indywiduów działa wyłącznie na terenie kin. Kradną? Nie. To byłoby zrozumiałe. Wywołują zgorszenie moralne? Nie. To byłoby raczej przyjemne. Cóż więc te wyrzutki robią? Czytają głośno napisy filmowe" – tak pisał Julian Tuwim w 1931 w felietonie pt. "Kinochamy". Po niemal stu latach ową milionową mafią, której nie da się niestety podciągnąć pod paragrafy kodeksu karnego, są.... kinowi chrupacze, siorbacze i mlaskacze.
Felieton | Monika Gapińska

Sezon ogórkowy? Zapomnijmy, to już przeszłość...

Czy związek frazeologiczny: "sezon ogórkowy" ma jeszcze sens? Czy współczesna młodzież w ogóle wie, czym jest taki sezon? Być może za jakiś czas sformułowanie to będzie odnosić się wyłącznie do kiszenia ogórków małosolnych (koniecznie "na sucho", bo ta metoda jest obecnie bardzo trendy...), a nie do przestawiania się mediów, na kilka tygodni lata, na lżejsze tematy.
Felieton | Monika Gapińska

Strajk w Hollywood, a cyfrowy klon Chaplina

Raczej nie dziwią nas medialne informacje o strajkach różnych grup zawodowych. Ot, wielokrotnie słyszało się choćby o proteście pracowników lotnisk, kolei czy nauczycieli. Ale strajk aktorów brzmi dość niedorzecznie, prawda? Tymczasem właśnie mamy z tym do czynienia. Nie chodzi tu o protest artystów konkretnego teatru czy serialu, ale o strajk 160 tysięcy aktorów amerykańskich, należących do tamtejszej Gildii Aktorów, swoistego związku zawodowego. Protest rozpoczął się 14 lipca, a już teraz mówi się o paraliżu w Hollywood i niemożności dokończenia, w najbliższym czasie, wielu produkcji filmowych.
Felieton | Monika Gapińska

Urlop i poezja to znakomite połączenie!

W wierszu „Niektórzy lubią poezję” Wisława Szymborska pisała: "Niektórzy – / czyli nie wszyscy. / Nawet nie większość wszystkich, ale mniejszość. / Nie licząc szkół, gdzie się musi, / i samych poetów, / będzie tych osób chyba dwie na tysiąc". Przypomniałam sobie o tym utworze, kiedy ze zdziwieniem zobaczyłam na kanale YouTube, że odśpiewany przez sanah wiersz polskiej noblistki, Wisławy Szymborskiej – "Nic dwa razy" – ma już prawie 50 milionów odsłon.
Felieton | Monika Gapińska

Noc Muzeów przed nami. Warto nacieszyć oczy!

Najbardziej podobał mi się "Niedokończony mężczyzna" – powiedział mi piętnastoletni pasjonat karate i hip hopu, czyli syn kuzynki, z którym wybrałam się na krakowską wystawę obrazów Tamary Łempickiej.
Felieton | Daniel Źródlewski

Czas. Kolor. Przestrzeń

W ogrodzie Willi Lentza stanęła intrygująca konstrukcja. Na wysokich stalowych kratownicach rozciągnięto owalny ekran, co ciekawe w orientacji… poziomej. Ekran zawisł kilkanaście metrów nad ziemią wśród koron drzew. Projekcję na nim można oglądać jedynie z pozycji horyzontalnej, patrząc w górę, leżąc na wygodnych pufach lub leżakach.
Felieton | Monika Gapińska

Hugh Grant i szczeciński Westend

Jakie masz plany na majówkę? – co roku w kwietniu niezliczone razy słyszę to pytanie. Zwykle na koniec rozmów telefonicznych, zarówno prywatnych, jak i służbowych. O majówkowe plany byłam też w tym roku pytana u manikiurzystki, w piekarni i w sklepie mięsnym...
Felieton | Monika Gapińska

Teatr w streamingu? Raczej nie...

Od jakiegoś czasu częściej chodzę do teatrów niż do kin. Choć kocham jednakowo sztukę filmową, jak i sceniczną. Przyznaję, że to pandemia miała ogromny wpływ na moje coraz bardziej sporadyczne wyjścia do kina.
Felieton | Monika Gapińska

Karp i czerwona cebula na walentynki? Wolę książki.

Gazetki promocyjne supermarketów i dyskontów to doskonałe źródło inspiracji dla felietonisty. Naprawdę! Bo chyba nie podejrzewają Państwo, że to jest mój pomysł na walentynkową kolację we dwoje: karp i czerwona cebula?!
Felieton | Monika Gapińska

Czasem tylko dłonie (muzyka) grają w filmie

Jako że jestem kinomanką, śledzę zakulisowe informacje dotyczące produkcji filmowych. A te bywają mocno zaskakujące. To, co widzowie oglądają na ekranie, bywa rezultatem misternych, wielomiesięcznych (bądź wieloletnich) przygotowań, innym razem dzięki pracy speców od efektów specjalnych albo zatrudnieniu artystów, którzy dotąd nic wspólnego nie mieli z filmem, choćby w produkcjach, gdzie muzyka odgrywa ważną rolę.
Felieton | Monika Gapińska

Postanowione, że postanowień nie będzie

Lada moment media społecznościowe zaleje fala postanowień noworocznych. O swoich postanowieniach napiszą influencerzy, blogerzy, celebryci. Zapewne nie znajdą się tam zwyczajne, przyziemne postanowienia, typu: nie będę pochłaniać na raz całego pięterka ptasiego mleczka, mój rower treningowy przestanie być wyłącznie wieszakiem na ubrania, od stycznia będę oglądać seriale bez podjadania czipsów albo przeczytam wszystkie książki Olgi Tokarczuk, bo nie wypada ich nie znać (choć bym wolał/wolała kryminały Remigiusza Mroza...). Postanawiać też trzeba przecież umieć! Nie wystarczy wziąć kartki do ręki i nabazgrać tam całą długą listę. Taka metoda, jak się okazuje, jest absolutnie staroświecka.
Felieton | Monika Gapińska

Z tą choinką po prostu trzeba mieć selfiaczka!

"W tym roku konkurs na najpiękniejszą choinką szczecińskich instytucji kultury wygrywa Willa Lentza" – tak by mogło brzmieć uroczyste ogłoszenie wyników w konkursie, gdyby taka rywalizacja w ogóle istniała. Konkursu oczywiście nie było, tymczasem to zielone ogromne drzewo zachwyciło wszystkich, którzy w grudniu się tu pojawili. A że wydarzeń było całe mnóstwo – poczynając od koncertów z piosenkami z Kabaretu Starszych Panów i gali wręczenia nagród teatralnych, przez finisaż wystawy i wizytę sekretarza Wisławy Szymborskiej (o nim jeszcze słów kilka za moment), aż po otwarcie wystawy przybliżającej historię Westendu, zachwytów nie było końca. Komu zatem udało się być na jednym ze wspomnianych wydarzeń kulturalnych, nie dość, że spędził wspaniale czas, to jeszcze mógł podziwiać tę ogromną, przepiękną choinkę. Ba! Żeby tylko podziwiać! Choinka z Willi Lentza stała się bohaterką licznych selfie (solo i w towarzystwie), portretów rodzinnych, a nawet tzw. dzióbków. Byli i tacy, którzy chcieli poczuć się, choć na chwilę, jak gwiazdkowy prezent, zatem elegancko pozowali siedząc pod choinką. Właścicielem takich właśnie fotografii stał się wspomniany sekretarz Michał Rusinek, który przybył do Szczecina na finisaż wystawy listów wymienianych pomiędzy Wisławą Szymborską, a Joanną Kulmową.
Felieton | Monika Gapińska

Fenomenalni z niedzisiejszym spojrzeniem na świat

"Starsi panowie, starsi panowie dwaj, już szron na głowie, nie to zdrowie, a w sercach ciągle maj. I ta trwoga, trwoga, trudna rada, że się nie wie czy się człowiek dla dam nada. Ale z drugiej strony chwili takiej wdzięk, gdy rozwieje dana dama taki lęk" – śpiewali Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski, fenomenalny duet literacko – kompozytorski. Ich twórczość zachwyca od wielu dekad i – co nieprawdopodobne – w ogóle się nie starzeje. Stąd wielu artystów ciągle sięga po ich piosenki. W Willi Lentza będzie można usłyszeć te znakomite utwory w wykonaniu wokalisty Piotra Zubka i pianisty Bogdana Hołowni.
Felieton | Monika Gapińska

Kilar czy Ogiński? Polonez na studniówkach i... weselach

Jako że wśród znajomych jakoś nikt ostatnio nie organizował wesel, z kolei w mojej rodzinie wszyscy dorośli już dawno mają za sobą własne śluby (a kolejne pokolenie jeszcze jest za młode na takie życiowe szaleństwa miłosne), bywalcem weselnym nie jestem i zupełnie nie znam się na weselnych trendach. Moja wiedza na temat preferencji nowożeńców co do popularnych piosenek wybieranych na pierwszy taniec młodej pary, oscyluje wokół takich hitów, jak "Wielka miłość" Seweryna Krajewskiego, albo "Windą do nieba" grupy 2+1. Takie piosenki bywały wykonywane kilkanaście lat temu, a może było to nawet dwie dekady temu. Przypomina mi się jeszcze przebój "Gitan", którą w wersji oryginalnej wykonywał po francusku niejaki Garou, z kolei na weselu moich znajomych z utworem próbował sobie poradzić wokalista wynajętego zespołu. Niestety, jego wersja nie przypominała w wymowie – czy raczej śpiewie – żadnego nowożytnego języka. To był raczej konglomerat kilku języków, całkowicie nikomu niezrozumiały. Może gdyby ta dziwna wersja została wykonana na przykład po oczepinach (czytaj: po wielu toastach), to – kto wie – pewnie paru weselników znakomicie by odczytało przebój jako zaśpiewany czysto po francusku.
Felieton | Monika Gapińska

Czy jesteś akompaniatorem? Na pewno!

Ogromnie szanuję akompaniatorów. Ludzi, którzy stoją w drugim rzędzie. Mimo umiejętności, zwykle nabywanych podczas długiej i ciężkiej nauki w akademiach muzycznych, to właśnie akompaniatorzy zgadzają się z tym, by nie być na pierwszym planie i by to nie na nich spadał cały splendor podczas występu.
Felieton | Jakub Stefek

Polonez

Polonez to taniec, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Wszak każdy z nas przypomina sobie szkolne zajęcia i próby, a także występy czy uroczystości. Korowód par towarzyszy wielu balom i okazjom. Prosty, dostojny krok możliwy jest do szybkiego opanowania przez każdego. Wielu potrafi nawet wykonać niektóre figury, a przejście przez tunel tańczących par od zawsze jest radosnym i niezapomnianym przeżyciem. Nie bez powodu. Najstarsi protoplaści poloneza to ludowe tańce weselne. Na początku XVII wieku tak zwany chodzony zaczął zyskiwać popularność wśród szlachty.
Felieton | Monika Gapińska

Jeszcze będę pisać listy. Obiecuję!

Kto z Państwa ostatnio napisał list? Nie, nie mejl, nie wiadomość przesłaną messengerem, ale tradycyjny list na kartce papieru? Założę się, że dziewięć na dziesięć osób odpowie, iż w kilku ostatnich dekadach nie napisało listu. Od razu dopowiadam – ja też jestem w owej dziewiątce osób. Zatem należy mieć nadzieję, że liczba piszących listy znacznie się powiększy wraz z ogłoszonym przez Willę Lentza konkursem na list do Augusta Lentza.
Felieton | Monika Gapińska

Czy muzyce potrzebne są etykiety?!

Niedawno rozmawiałam z szefową fantastycznej, szczecińskiej orkiestry smyczkowej Baltic Neopolis Orchestra. Otóż Emilia Goch – Salvador opowiadała mi o planowanym koncercie w Willi Lentza, podczas którego zabrzmi muzyka Karola Szymanowskiego. Usłyszałam wtedy, że utwory polskiego kompozytora zagrają dwaj artyści absolutnie zakochani w jego muzyce: Portugalczyk Emanuel Salvador i Brazylijczyk Ronaldo Rolim. Najpierw wydało mi się to bardzo interesujące, że muzycy z tak innego obszaru kulturowego niż Polska, zafascynowali się właśnie muzyką Szymanowskiego. Ale zaraz potem uświadomiłam sobie, jak łatwo wpaść w stereotypowe myślenie i przykładanie etykiet muzyce. Zwłaszcza że przecież nie o to chodzi w sztuce. Gdyby zatem kierować się narodowością, to Salvador raczej powinien grać fado,.a Rolim – bossa novę...
Felieton | Monika Gapińska

Nowy sezon, czyli... Wiele ekscytujących wydarzeń przed nami!

Przejrzałam weekendowe serwisy internetowe, a tam: "ostatni plenerowy koncert", "ostatnia tego lata potańcówka", "już ostatni w te wakacje seans", itd., itd. Brzmi to wszystko trochę przygnębiająco, prawda? Szczególnie, kiedy zaraz po lekturze owych artykułów, wieszczących zakończenie wakacyjnej laby (bo nawet jeśli wielu z nas wcale nie leniuchowało wtedy na urlopie, to latem żyje się jednak jakby w innym rytmie, mniej pośpiesznie), wyobraźnia podsuwa nam niezbyt optymistyczne obrazki: jesienną słotę, kiedy to lepiej nie wychodzić z domu bez parasola, brudne ślady, na podłodze, psich łap tuż po powrocie ze spaceru, krótkie dni, kiedy nawet mocna kawa nie pomaga, gdy ma się zaplanowane obejrzenie całego sezonu serialu w jeden wieczór albo przeczytanie książki do końca, nawet wtedy, kiedy pozostały nam zaledwie dwa rozdziały.
Felieton | Monika Gapińska

Czy muzyka ma płeć?

Poszukując niedawno prezentu urodzinowego dla dziewczynki, która chciałaby zacząć naukę gry na gitarze, ale jeszcze nie posiada instrumentu, przejrzałam asortyment sporej ilości sklepów internetowych. To, co mnie zaskoczyło podczas wyboru owej gitary dla małej jubilatki, a mówiąc dosadniej – powaliło, uderzyło, oburzyło – był fakt, że instrumenty dla dziewczynek w niektórych sklepach są ... osobną kategorią. Tak, jakby muzyka miała płeć.
Felieton | Monika Gapińska

Czasem slow znaczy ... bardziej

Już kilka dobrych lat temu idea "slow life" zaczęła zdobywać coraz większą popularność. Tak mi się wydaje, że ta właśnie filozofia zdominuje tegoroczne wakacje. I choć wszystko zaczęło się od jedzenia, bo przecież w opozycji do popularnych fast foodów powstał najpierw ruch „slow food”, koncepcja powolności przeniknęła do różnych sfer życia.
Felieton | Monika Gapińska

Inspirujmy się inspiracjami geniuszy!

Amerykański neurolog i pisarz Oliver Sacks w książce „Muzykofilia. Opowieści o muzyce i mózgu” (bardzo ciekawej – polecam!) napisał: „Są ludzie, u których wrażenia jednego zmysłu stale i automatycznie uruchamiają wrażenia innych zmysłów”. Stąd zapewne artyści malarze, wyjątkowo wrażliwi na piękno, tak często czerpią inspirację z muzyki. Jak Wojciech Siudmak, którego rysunki – nieco szalone, bajkowe, pełne nieznanych fantastycznych bohaterów – można właśnie obejrzeć w Willi Lentza. To prace zainspirowane muzyką Fryderyka Chopina, a dokładniej nokturnami genialnego kompozytora.
Felieton | Monika Gapińska

Tańczmy na zdrowie!

Fajfy, dansingi, dyskoteki czy wreszcie bale – słownik synonimów podaje różne słowa określającego niemal to samo: możliwość "potupania nóżką". Niemal, bo każde z tych określeń ma jednak inny ciężar.
Felieton | Monika Gapińska

Ikony kultury

Paris Hilton i Kardashianki ciężko pracują na to miano. Ale ikony kultury są niezmienne od dekad.
Felieton | Monika Gapińska

Wygodne buty, termos z kawą... Noc Muzeów powraca!

Po dwóch latach przerwy, spowodowanej pandemią, powraca Noc Muzeów. Już w sobotę wieczorem – i nocą, rzecz jasna – zamiast rozsiąść się wygodnie przed telewizorem albo położyć spać, można zwiedzać, zwiedzać, zwiedzać... Wiele instytucji kultury, w tym Willa Lentza, przygotowało moc atrakcji.
Felieton | Monika Gapińska

A może tak city break bez wyjeżdżania gdziekolwiek?

- Błagam, nie pytaj mnie czy gdzieś wyjeżdżam na majówkę i czy mam zaplanowany jakiś city break do Włoch albo Hiszpanii. Otóż mam zamiar zrobić sobie city break bez wyjeżdżania gdziekolwiek. Zostaję w Szczecinie! – już na wejściu do kawiarni zastrzegła moja przyjaciółka, z którą umówiłam się na pogaduchy przy kawie.
Felieton | Monika Gapińska

Magnolie jak baletnice w tiulowych spódniczkach

W ogrodzie Willi Lentza posadzono magnolię, która została nazwana Max, dla upamiętnienia znakomitego architekta wspomnianego budynku – Maxa Drechslera. To nie jest jedyna przyrodniczo – historyczna wiadomość z tej instytucji. Otóż wkrótce w tutejszym ogrodzie pojawią się kolejne takie drzewka, które również będą przypominały o ważnych postaciach związanych z Willą Lentza i sferą kultury Szczecina.
Felieton | Monika Gapińska

Ku pokrzepieniu serc.

Są takie koncerty, które szczególnie się zapamiętuje, czasem na całe życie. Jestem przekonana, że wielu melomanów w pamięci jeszcze długo będzie mieć niedawny koncert ze znanego, znakomitego cyklu "Wielcy koncertmistrzowie”, który odbył się w szczecińskiej Willi Lentza. Wieczór z występem zespołu Baltic Neopolis Orchestra oraz wirtuozki skrzypiec – Meliny Mandozzi, pokazał, jak wielka jest moc muzyki, która nie tylko wzrusza czy daje radość, ale też potrafi pokrzepić rozedrgane serca.
Felieton | Monika Gapińska

Pandemia, wojna... O czym jeszcze będziemy opowiadać wnukom?

Prezentowana właśnie w Willi Lentza wystawa fotografii, autorstwa Tomasza Lazara – "Notatki z pustki", w każdym zwiedzającym wzbudza mnóstwo emocji. Jak bumerang bowiem powróciły wspomnienia z pandemii. Smutne i dramatyczne, ale też całkiem przyjemne, nawet zabawne. Jak to w życiu. To takie specyficzne, osobiste "notatki" z pamięci.
Felieton | Monika Gapińska

Czy Loewe znał się z Lentzem?

Jedni twierdzą, że to tylko legenda, inni, że absolutna prawda... Podobno podczas swojego pobytu w Szczecinie w 1831 roku gościł, w słynnym salonie artystycznym pani Tilebein, sam Fryderyk Chopin. Przyjechał tu, by spotkać się ze śpiewaczką Konstancją Gładkowską. Czy zatem mogłoby być i tak, że w tym niedużym wówczas niemieckim mieście przecięły się też drogi bogatego fabrykanta Augusta Lentza oraz wybitnego muzyka i kompozytora Carla Loewego? To pytanie przyszło mi do głowy wraz z zapowiedzią koncertu w Willi Lentza, pod nazwą: "Muzyka z czasów Augusta Lentza". Wtedy zabrzmi w tym miejscu właśnie muzyka Carla Loewego. Sprawdźmy zatem, czy spotkanie owych dżentelmenów było w ogóle możliwe...
Felieton | Monika Gapińska

Bawmy się jak Szymborska!

"Po staroświecku uważam, że czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła" – stwierdziła kiedyś Noblistka, Wisława Szymborska. Co ciekawe, nie sięgała tylko po dzieła z "najwyższej półki", ale czytała dosłownie wszystko. Od "Katalogu psów rasowych", przez "Gimnastykę dla kobiet w czasie ciąży i połogu", leksykony produktów spożywczych i "Encyklopedię zamachów", po "Historię Bliskiego Wschodu w starożytności", biografię Schuberta i poezję Safony. Ot, to, co ją właśnie zaciekawiło. Skąd o tym wiadomo? Otóż o przeczytanych pozycjach pisała w felietonach przez długie lata publikowanych na łamach prasy.