Newsletter Willi Lentza! Zachęcamy do zapisów! Szczegóły
Terminy zwiedzania uległy zmianie! Zapraszamy do zapoznania się z czerwcowym grafikiem. Zwiedzanie
Frida. Kolekcjonerka z Westendu. Zapowiedź wydarzenia
Kochamy książki 4.0. Szczecińska Wiosna Poezji Zapowiedź wydarzenia
Artystyczne śniadanie na trawie w stylu lat 60. Dedykowane Jackowi Nieżychowskiemu Relacja
Jazz w Willi. Royber Trio. Muzyka Filmowa. M. Trzaska, O. Walicki, M. Moretti. Relacja
Jan Młynarski i Warszawskie Combo Taneczne. Relacja
Henry Mancini. 100-lecie urodzin. K. Dondalska i W. Pawlik Trio Relacja
Felieton | Autorka: Monika Gapińska

Czy muzyce potrzebne są etykiety?!

Niedawno rozmawiałam z szefową fantastycznej, szczecińskiej orkiestry smyczkowej Baltic Neopolis Orchestra. Otóż Emilia Goch – Salvador opowiadała mi o planowanym koncercie w Willi Lentza, podczas którego zabrzmi muzyka Karola Szymanowskiego. Usłyszałam wtedy, że utwory polskiego kompozytora zagrają dwaj artyści absolutnie zakochani w jego muzyce: Portugalczyk Emanuel Salvador i Brazylijczyk Ronaldo Rolim. Najpierw wydało mi się to bardzo interesujące, że muzycy z tak innego obszaru kulturowego niż Polska, zafascynowali się właśnie muzyką Szymanowskiego. Ale zaraz potem uświadomiłam sobie, jak łatwo wpaść w stereotypowe myślenie i przykładanie etykiet muzyce. Zwłaszcza że przecież nie o to chodzi w sztuce. Gdyby zatem kierować się narodowością, to Salvador raczej powinien grać fado,.a Rolim – bossa novę...
Czy zatem te wszystkie etykietki "naklejamy" z przyzwyczajenia? Czy narodowość kompozytora w ogóle ma znaczenie dla scenicznego wykonawcy jego muzyki? A może jest to wyłącznie istotne z punktu widzenia słuchacza?

Kolejne Konkursy Chopinowskie pokazują, że artyści rozmaitych nacji potrafią wspaniale interpretować muzykę Fryderyka Chopina, choć ze względu na położenie geograficzne kraju, w którym się wychowali, ta muzyka mogłaby być im obca kulturowo, a nawet niezrozumiała. Niedawno czytałam wywiad z polskim pianistą mieszkającym w Japonii, Ignacym Lisieckim. Jak wiadomo, Chopin w Japonii jest uwielbiany. Ale... No właśnie, jak opowiadał Lisiecki w publikacji, wielu Japończyków nie kojarzy Chopina z Polską, bo siła jego muzyki na tyle przyćmiła jego biografię, iż mało którego Japończyka interesuje czy Chopin był Polakiem czy Francuzem, czy inspiracji szukał w widoku polskich wierzb płaczących czy we francuskich ślimakach z masełkiem czosnkowym... Tymczasem tematy z utworów Chopina często są używane w Japonii jako dzwonki telefoniczne, a nawet słychać je w windach.

Kwestia "narodowości muzyki" stała się też jednym z tematów wiodących, w środowisku artystycznym, wraz z napaścią Rosji na Ukrainę. I to nie tylko w Polsce, bo dyskusje prowadzono w całej Europie. Mnóstwo osób opowiedziało się wtedy za zakazem wykonywania muzyki rosyjskiej. Inni z kolei uznali, że granie kompozycji Czajkowskiego czy Szostakowicza, twórców od dawna nieżyjących, nie oznacza wcale popierania polityki Putina.

W owym etykietowaniu muzyki pytania się mnożą. Ot, czy np. znajomość biografii kompozytora powinna mieć wpływ na interpretację albo odbiór muzyki przez słuchacza? Czy dla melomana w ogóle jest ważne, że choćby Bach był kantorem i miał dwadzieścioro dzieci?! Czy żeby usłyszeć smutek w muzyce, trzeba wiedzieć, że kompozytor przeżył śmierć bliskich?

I jeszcze pozostaje kwestia wykonawstwa utworu. Kiedyś w wywiadzie jeden z artystów powiedział mi, że jako początkujący muzyk miał obiekcje czy powinien grać Pasję według świętego Mateusza Jana Sebastiana Bacha. Skąd u niego owe młodzieńczego dylematy? Otóż ten artysta jest ateistą.

Rekomendując zatem Państwu wspomniany koncert z muzyką Szymanowskiego, pozostawiam otwarte pytanie: czy muzyce potrzebne są etykiety...?