Newsletter Willi Lentza! Zachęcamy do zapisów! Szczegóły
Ikony Kultury. Robert Schumann. Toccata. Antoni Libera i Adam Tomaszewski Zapowiedź wydarzenia
Zapraszamy na kolejny pokaz spektaklu Zatrudnimy starego clowna! Zapowiedź wydarzenia
Felieton | Autorka: Monika Gapińska

W galerii osobliwości, czyli jak zadziwiać i olśniewać

Wypchany, dwumetrowy zając, kołtun z włosów oraz zdeformowane ciała w formalinie – to tylko niektóre z eksponatów z najsłynniejszych kunstkamer. Gdybyśmy żyli kilkaset lat temu, to zamiast nowym iphonem, obrazem Tamary Łempickiej (te najdroższe na aukcjach osiągają nawet kilkanaście milionów dolarów), pierwszym wydaniem "Harry'ego Pottera" z autografem autorki, torebką Hermes Birkin czy winylową płytą grupy The Beatles, zwaną "The White Album", powinniśmy się szczycić własną galerią osobliwości. Oczywiście, gdyby nas było na nią stać oraz – co w tym przypadku jest kluczowe – gdybyśmy posiadali pasję kolekcjonerską.
Kunstkamery, zwane również wunderkamerami czy też "gabinetami osobliwości", „dziwnymi pokojami” i "gabinetami rozmaitości", były w XVI i XVII wieku poprzednikami dzisiejszych muzeów. Ot, władcy albo arystokraci, a z czasem też np. naukowcy, kupcy, farmaceuci czy wszyscy inni, których było na to stać, tworzyli kolekcje różnorodnych przedmiotów. Przechowywali je w specjalnych pomieszczeniach. Bywało też i tak, że kunstkamerami stawały się całe budynki czy ogromne części siedzib. Żyjący w Szczecinie książę Filip II kazał rozbudować zamek o dodatkowe skrzydło, by tam przechowywać i eksponować swoją kolekcję, móc nią olśniewać gości czy wzbudzać zachwyt z racji na oryginalność prezentowanych przedmiotów.

To właśnie na życzenie tego władcy powstał słynny Kabinet Pomorski, hebanowy mebel, który stanowił niejako odbicie kunstkamery. Konstrukcja i zawartość kabinetu oddawały symboliczny obraz świata. Stąd znalazły się tam zarówno szlachetne kamienie, jak i przyrządy chirurgiczne, przybory do pisania, srebra stołowe, gry czy przybory toaletowe. Te wszystkie rzeczy były poukrywane w niezliczonej ilości szufladek i przegródek, pięknie ozdobionych przez mistrzów złotnictwa i malarstwa.

Zbiory szczecińskiego księcia, jak również te z innych kunstkamer, pokazywały niejako świat w pigułce. Były to m.in. przedmioty, które wydała natura (muszle, kamienie szlachetne), te wykonane ręką człowieka, instrumenty naukowe i muzyczne, przedmioty z odległych krain oraz tzw. cudowne, często o charakterze leczniczym.

Pierwowzorem dla wielu kunstkamer była wiedeńska kolekcja Ferdynanda I Habsburga. Natomiast wśród tych najbardziej niezwykłych, z powodu "dziwności" zgromadzonych eksponatów, były zbiory choćby Ferdynanda II Habsburga oraz cara Piotra I. Pierwszy z panów miał w swojej kunstkamerze m.in. wypchanego zająca dwumetrowej wysokości, jajo zniesione przez, hmmm..., kobietę oraz ogromnych rozmiarów kołtun z włosów pochodzący z ... Polski.

Z kolei kunstkamera cara była osobnym budynkiem, gdzie każdy zwiedzający dostawał szklankę wódki. Nic zatem dziwnego, że nie brakowało chętnych do oglądania kolekcji. Co się w niej znajdowało? To było ponad 200 tysięcy eksponatów, np. szkielety z dodatkowymi głowami i zakonserwowane w spirytusie zdeformowane płody ludzi oraz zwierząt. Car skupował eksponaty na całym świecie. Od spadkobierców gdańskich lekarzy, o nazwisku Gottwald, kupił kolekcję, w której znajdował się choćby kamień nerkowy pozyskany ze zwłok Jana III Sobieskiego...

Piotra I fascynowało ludzkie ciało, zatem wszystko co z nim związane, zdominowało jego kunstkamerę. Ale bywały również dość chaotyczne kolekcje, gdzie w jednym pomieszczeniu eksponowano zarówno obrazy i rzeźby, jak też porcelanę, korzenie, rękopisy książek, muszle i szkielety rzadkich zwierząt. Każdy z przedmiotów miał w założeniu zadziwiać i olśniewać.

Od 17 maja w przestrzeni ogrodu Willi Lentza będzie można podziwiać instalację artystyczną według projektu Pawła Kleszczewskiego i Katarzyny Zimnoch. Jej środkowa część nawiązywać ma do gabinetów rozmaitości. Z kolei inspiracją do stworzenia owej wunderkamery stała się kunstkamera wspomnianego Filipa II. To trzeba zobaczyć!