Newsletter Willi Lentza! Zachęcamy do zapisów! Szczegóły
Terminy zwiedzania uległy zmianie! Zapraszamy do zapoznania się z czerwcowym grafikiem. Zwiedzanie
Frida. Kolekcjonerka z Westendu. Zapowiedź wydarzenia
Kochamy książki 4.0. Szczecińska Wiosna Poezji Zapowiedź wydarzenia
Artystyczne śniadanie na trawie w stylu lat 60. Dedykowane Jackowi Nieżychowskiemu Relacja
Jazz w Willi. Royber Trio. Muzyka Filmowa. M. Trzaska, O. Walicki, M. Moretti. Relacja
Jan Młynarski i Warszawskie Combo Taneczne. Relacja
Henry Mancini. 100-lecie urodzin. K. Dondalska i W. Pawlik Trio Relacja
Felieton | Autor: Janusz Wilczyński

Jedna muzyka

To był 1983 albo 1984 rok. Teatr Letni w Szczecinie pękał w szwach. Przy wejściach na widownię i wzdłuż płotu stali nie tylko pracownicy obsługi koncertu, ale także ZOMO-wcy z długimi pałkami. Odziana w czarne i białe (ale też wielobarwne, o co za PRL-u łatwo nie było) ciuchy młodzież tłumnie napływała do amfiteatru w Parku Kasprowicza z całego miasta. Większość nie miała biletów, ale każdy liczył, że może kupi u koników z wielokrotnym przebiciem albo wejdzie „na wydrę”. W ostateczności istniała opcja rozlokowania się na trawiastym stoku wzdłuż płotu, gdzie, coś można było usłyszeć. Na początku lat osiemdziesiątych takie pospolite koncertowe ruszenie młodzieży wywoływały trzy zespoły: Perfect, Maanam i Republika.
I to był właśnie koncert zespołu Grzegorza Ciechowskiego. Bilety udało mi się kupić kilka tygodni wcześniej. Nie były tanie, ale nie żałowałem ostatnich zaskórniaków oraz wysiłków polegających na zadręczaniu „starych” prośbami o forsę na koncert „Republiki”. Przy bramkach do amfiteatru kłębił się wielki tłum, w którym mieszali się szczęśliwcy tacy jak ja i szukający szczęścia w siłowym szturmie. A łatwo nie było. Zomowcy pacyfikowali napierający tłum: od czasu do czasu osiemdziesięciocentymetrowe pały szły w ruch. W końcu, po kilkunastu minutach rozpychania się łokciami, udało się nam dojść do ochroniarza, pokazać bilety i wejść z kolegą na widownię.

Pamiętam, że najpierw był support, ale mało kto słuchał ich występu. Nie mogę sobie nawet przypomnieć, kto to wtedy grał. Na widowni panował gwar, a nad głowami oczekujących „Republiki” unosił się gęsty obłok papierosowego dymu. No i nareszcie są! Wrzask z tysięcy gardeł, gwizdy i oklaski towarzyszyły wejściu zespołu na scenę. I zaczęło się szaleństwo. Ten rytm, niepowtarzalna, odkrywcza muzyka, pulsujące białe światła! I te niebanalnie złożone przez Grzegorza Ciechowskiego słowa wskazujące na uwikłanie jednostki w system, na jej słabość wobec machiny państwa czy też wobec obsesyjnej miłości. Ze sceny popłynęły w tłum „Kombinat” , „Biała flaga”, „Arktyka”, „Nowe sytuacje”, „Halucynacje”. Nikt nie siedział – wszyscy stali. Publiczność śpiewała razem z zespołem, a na dole przed sceną w dzikim, transowym tańcu kłębili się najzagorzalsi miłośnicy Republiki, potrzebujący nie tylko doznań muzycznych , ale wejścia w trans. Pamiętam, że jedna z fanek zespołu, stojąca na murku, podczas utworu „Śmierć w bikini”, gdy Ciechowski i reszta zespołu śpiewali-krzyczeli refren „W bikini śmieeeerć” zarzucała sobie na głowę sukienkę w ekstazie, a nie miała bielizny! A te solówki Grzegorza Ciechowskiego na flecie z charakterystycznym przedmuchem, i te na fortepianie! To było niezapomniane doświadczenie. Wszystkie zagrane kawałki publiczność znała z wydanej w 1983 roku pierwszej płyty „Republiki” zatytułowanej „Nowe sytuacje”, po którą stało się w długiej kolejce chociażby w Salonie Meloman przy Placu Hołdu Pruskiego w naszym Szczecinie. Piosenki grupy z Torunia były też puszczane przez Marka Niedźwieckiego w radiowej Trójce, gdzie okupowały pierwsze miejsce listy przebojów. Potem były kolejne płyty Republiki – między innymi „Nieustanne tango”, „Siódma pieczęć” i „Ostatnia płyta”, zawierająca 4 utwory wydane po przedwczesnej śmierci Grzegorza Ciechowskiego w 2001 roku. Ale Ciechowski to artysta wielowymiarowy – to nie tylko lider Republiki. Pisał teksty dla innych wykonawców, komponował, tworzył swoje projekty jako Obywatel GC czy Grzegorz z Ciechowa. Jego muzyka wciąż żyje, inspirując muzyków i artystów hołdujących różnym gatunkom. Ale też zawarty w słowach jego piosenek przekaz pozostaje aktualny. „Kombinat" mówi o tworzeniu rzeczywistości i ludzi spod jednej sztancy, „Biała flaga" krytykuje korporacyjną i polityczną sprzedajność, „Telefony" wskazują (Ciechowski także to przewidział!) multimedialne szaleństwo, które doprowadza do paranoi, a „Mamona" skłania, aby się zastanowić, czy potrafimy być jeszcze bezinteresowni.

Grzegorz Ciechowski to bez wątpienia jedna z najwybitniejszych postaci polskiej kultury ostatnich dekad. A jak twórczość Ciechowskiego zainspirowała dwóch dżentelmenów, którzy w poniedziałek 17 czerwca, o godzinie 19-tej, wystąpią w ogrodzie Willi Lentza? Radosław Bolewski zaśpiewa i zagra na perkusji, a Maciej Tubis zasiądzie przy fortepianie i syntezatorze basowym.

W koncercie zatytułowanym „Obywatel jazz” przypomną utwory z repertuaru Obywatela G.C i Republiki. Jazz, rock? To nie ma znaczenia – dobra muzyka jest jedna. Bez wątpienia!