Die Termine für die Besichtigung der Villa haben sich geändert! Hier finden Sie den Terminplan für September. Besichtigung
Lesen sie das neue Feuilleton von Monika Gapińska. Nowy sezon, czyli... Wiele ekscytujących wydarzeń przed nami!
Roman Wróblewski Trio (pt. 23.09, godz. 20:00) Zapowiedź koncertu
Już w sobotę, 24.09 o godzinie 20:00, zapraszamy na kolejny koncert z cyklu JAZZ W WILLI. Tym razem wystąpi duet Common Tones Einzelheiten
Szymanowski w Willi Lentza (nd. 25.09, godz. 19:00) Zapowiedź koncertu
W niedzielę, 4 września odbyło się w Willi Lentza kolejne „Śniadanie na trawie” Mehr...
Bericht vom Konzert der amerikanischen Sängerin und Komponistin Claire Kelly. Mehr...
MEISINGER MUSIC FESTIVAL – THE ART OF ASTOR PIAZZOLLA Bericht
In der Konzertreihe JUVENUM HORTUS traten am 6. August junge Musiker: Piotr Zubek und Janek Pentz als Piazzolla Duo im Garten der Willa Lentza auf. Mehr...
Feuilleton | Autorin: Monika Gapińska

Czasem slow znaczy ... bardziej

Już kilka dobrych lat temu idea "slow life" zaczęła zdobywać coraz większą popularność. Tak mi się wydaje, że ta właśnie filozofia zdominuje tegoroczne wakacje. I choć wszystko zaczęło się od jedzenia, bo przecież w opozycji do popularnych fast foodów powstał najpierw ruch „slow food”, koncepcja powolności przeniknęła do różnych sfer życia.
Niewykluczone, że to również pandemia mocno zmieniła nasze dotychczasowe przyzwyczajenia. Ci, którzy jeszcze kilka lat temu w wakacyjne weekendy zaliczali szybki city break, odwiedzając kolejne stolice europejskie, teraz odkryli zalety własnej działki albo wypad do pobliskiej miejscowości oferującej turystom głównie piękne widoki i możliwość popływania w jeziorze. Albo jeszcze prościej – długi spacer w gronie rodzinnym, zakończony wizytą w lodziarni.

Jak ogromną mamy potrzebę życia w zwolnionym tempie, w bliskości natury, pokazało niedawne plenerowe śniadanie w Willi Lentza. W tutejszym ogrodzie zorganizowano wydarzenie, które idealnie wpisuje się w filozofię slow life. Kawka, druga kawka, ciasto, polegiwanie na leżaku i słuchanie – na zmianę – muzyki na żywo i śpiewu ptaków, rozmowy z bardziej lub mniej znanymi nam osobami. Po prostu było bajecznie!

Takiej niespiesznej atmosfery bardzo nam wszystkim potrzeba, bo codzienność bywa zbyt szybka. Co prawda, byłoby świetnie móc przez cały rok żyć zgodnie z ideą slow life. Ale czy to możliwe, choćby w dużym mieście? Chyba nie. Szczególnie, kiedy ma się małe dzieci. Życie to nie Instagram, na którym influencerki przekonują, jakoby spędzały dwie godziny na piciu porannej kawy, koniecznie na własnym tarasie, z którego absolutnie nie rozciąga się widok na płot sąsiada, ale na pole, jezioro, łąkę... A potem znów nieśpiesznie zajmują się pracą zawodową i wychowywaniem dzieci, by wieczorem zjeść romantyczną kolację z ukochanym, pod gwiazdami rzecz jasna (czyli na owym tarasie bardzo drogiego domu). Proszę mi wybaczyć zgryźliwość, ale nie wierzę w takie wyidealizowane obrazki.

Wspomniane śniadanie w ogrodzie Willi Lentza spełniło moje oczekiwania na slow dzień (dlatego liczę na kolejne takowe!), świetnie ładując moje akumulatory na kolejny tydzień pracy. Teraz z kolei przyszedł mój czas na urlop, dokładniej – na slow urlop. Kiedy internetowo rezerwowałam noclegi w małej miejscowości nad jeziorem, od razu też sprawdziłam, czy oby w interesującym terminie nie odbywa się tam zlot motocyklistów, zjazd miłośników czegokolwiek albo festiwal disco polo. Uff, odetchnęłam z ulgą, gdy okazało się, iż absolutnie nic wówczas nie będzie się tam takiego działo.

Jak się okazuje, wśród moich bliskich znajomych tylko jedna para zdecydowała się wyjechać w tym roku na urlop do znanego kurortu z opcją all inclusive. Pozostali wyszukali miejsc zacisznych, gdzie można liczyć na kontakt z naturą. Rowery, kajaki, ognisko, gapienie się na chmury, leniuchowanie na leżaku z książką i spacery. Żadnego zwiedzania, odhaczania – z przewodnikiem w ręku – miejsc, które już się zobaczyło i wpisywania kolejnych, które trzeba jeszcze zobaczyć, bo polecano je w internecie. Jeśli po drodze będzie się mijało pałac albo zamek, warto zobaczyć. Ale bez pośpiechu.

Czy nie mają Państwo wrażenia, że slow czasem znaczy ... bardziej (purystów językowych przepraszam, bo przecież nie ma to nic wspólnego z tłumaczeniem z języka Szekspira na naszą rodzimą mowę...). Chcąc mieć slow dzień, slow weekend albo slow urlop, trzeba bardziej leniuchować, bardziej nic nie robić, bardziej machnąć ręką na niezrealizowane plany i zamierzenia, bardziej zapatrzyć się w niebo, bardziej... Każdy ma własne "bardziej", którego właśnie potrzebuje.

Zatem moje "bardziej" w tegoroczny urlop to leżak, książka, jezioro i ziemniaki z ogniska. Tego Państwu również życzę w te wakacje!
COOKIESThis website uses cookies to allow us to see how the site is used. The cookies cannot identify you. If you continue to use this site we will assume that you are happy with this.
Close