Newsletter Willi Lentza! Zachęcamy do zapisów! Einzelheiten
Die Termine für die Besichtigung der Villa haben sich geändert! Hier finden Sie den Terminplan für Juni. Besichtigung
Frida. Kolekcjonerka z Westendu. Zapowiedź wydarzenia
Kochamy książki 4.0. Szczecińska Wiosna Poezji Zapowiedź wydarzenia
Artystyczne śniadanie na trawie w stylu lat 60. Dedykowane Jackowi Nieżychowskiemu Bericht
Jazz w Willi. Royber Trio. Muzyka Filmowa. M. Trzaska, O. Walicki, M. Moretti. Bericht
Jan Młynarski i Warszawskie Combo Taneczne. Bericht
Henry Mancini. 100-lecie urodzin. K. Dondalska i W. Pawlik Trio Bericht
INTERVIEW | AUTOR: TOMASZ GREGORCZYK

Zapomniany skarbiec polskiego jazzu

Rozmowa z Kubą Stankiewiczem.
O ile wiem, na koncercie w Szczecinie pańskie trio zagra głównie utwory Victora Younga, Bronisława Kapera i Henryka Warsa?
Tak. Pewnie uzupełnimy repertuar również utworami Wojciecha Kilara. A że ostatnio nagrałem materiał na płytę z kompozycjami Ludomira Różyckiego, być może sięgniemy również po nie. Ale podstawą będą Young, Kaper i Wars.

Każdemu z tych twórców poświęcił pan osobny album. Ich utwory weszły do kanonu wielkiej jazzowej klasyki, więc ten repertuar był panu – pianiście jazzowemu – świetnie znany. Z drugiej strony, postanowił pan wejść głęboko w samą muzykę i poznać konteksty biograficzne każdej z tych postaci. Co pana zaskoczyło?
Z jednej strony rzeczywiście znałem tych kompozytorów, ale z drugiej – jednak nie. Bo kojarzymy zwykle tylko wycinek ich twórczości. Victora Younga wszyscy znają ze standardów typu „Stella by Starlight”, „Beautiful Love” czy „When I Fall in Love”. Natomiast jego dorobek to ponad 300 filmów, z których pochodzą te piękne melodie, które stały się standardami jazzowymi.

Bo czym są standardy? To muzyka pisana albo do broadwayowskich musicali, albo muzyka filmowa. I zarówno w przypadku Kapera, Younga jak i Warsa, to z filmów te utwory trafiły do tak zwanego Real Book’a, zbioru standardów jazzowych.
Czasem jest wręcz tak, że znamy muzykę, a nie znamy jej twórcy. W 2016 roku nagrywaliśmy z Darkiem Oleszkiewiczem i Peterem Erskinem muzykę Henryka Warsa. Peter Erskine w ogóle nie kojarzył tego nazwiska. Ale na liście utworów był „Flipper”, napisany do amerykańskiego serialu telewizyjnego. Kiedy Peter usłyszał pierwsze dźwięki, powiedział: „Man, znam to! Wszyscy w Ameryce to znają”. Okazuje się, że muzyka jest dużo bardziej znana, niż człowiek, który się za nią kryje.

Ciekawe, że właściwie cała ta trójka była wykształcona w Polsce. Young urodził się w Chicago, ale studiował w Konserwatorium Warszawskim u Romana Statkowskiego (podobnie zresztą jak Henryk Wars). Kaper też kształcił się w Polsce, ale doświadczenie zbierał również w Berlinie. Opuścił Niemcy z wiadomych względów w 1933 roku.
Trzeba więc zwrócić uwagę, że kiedy mówi się o polskim jazzie, zwykle mamy na myśli pierwszy festiwal jazzowy w Sopocie w 1956 roku i to, co nastąpiło później. A polski jazz ma znacznie dłuższą tradycję. Owszem, ci ludzie tworzyli na pograniczu jazzu, muzyki klasycznej oraz filmowej. Ale ich wkład do kultury, nie tylko polskiej, ale i światowej, jest olbrzymi. Natomiast wiedza o nich w naszym kraju jest minimalna.

A czy słyszy pan jakieś polskie elementy w ich twórczości, już z okresu amerykańskiego?
Zacytuję Janusza Muniaka, którego ulubionym standardem był „Beautiful Love”. I zawsze mówił, że ten utwór brzmi jak polska czy rosyjska melodia ludowa. Bardzo się dziwił, że ktoś w Ameryce mógł coś takiego napisać. No, ale jeśli ktoś studiował w Warszawie w drugiej dekadzie XX wieku, mogła mu się przyplątać taka melodia do ucha.

Kiedy gra pan te utwory na koncercie, wchodzi pan w ich strukturę, w ich treść. Ale czy ożywają w takim momencie również te pozamuzyczne konteksty i historie tych standardów?
Często, ponieważ starałem się poznać ich pochodzenie. „Stella by Starlight”, jeden z ulubionych standardów Milesa Davisa, grywany przez niego bardzo często, pochodzi z filmu „The Uninvited”, horroru z 1944 roku. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w 1944 roku Davis miał 18 lat, to pewnie poszedł po prostu do kina, spodobała mu się piosenka i potem się jej nauczył. I dlatego zrobiła światową karierę.

W ogóle dorobek Younga, zarówno pod względem jakościowym, jak i ilościowym, spokojnie można porównać z dorobkiem Gershwina. Tylko że Gershwin jest na świecie znany, a Young nie doczekał się nawet swojej biografii. Dopiero teraz pisze ją John Gardner z Kalifornii. Pozostaję z nim w kontakcie, bo prosił mnie, żebym zbadał kilka wątków związanych z Polską, głównie z Mławą – skąd wywodzili się rodzice Younga – i Warszawą. W Mławie od czterech lat odbywa się festiwal Younga – Victor Young Jazz Festival Mława – którego mam przyjemność być dyrektorem artystycznym. Istnieje tam również skwer imienia Victora Younga; władze miasta postanowiły uhonorować tę wybitną osobowość. Cieszę się, że ten festiwal ładnie się rozwija, bo to też przywraca pamięć o Youngu.

Ma pan w zwyczaju wprowadzać słuchaczy na koncertach w historię poszczególnych utworów?
Staram się. Tę wiedzę trzeba propagować, bo nie jest powszechnie znana. 11 listopada grałem na zaproszenie polskiej ambasady koncert solowy w Rabacie w Maroku. Zaproponowałem właśnie muzykę polską – Kapera, Warsa i Younga. I wszyscy byli pod wrażeniem tego, że to też jest muzyka polska. A jej zasięg jest światowy – powinniśmy więc o tym mówić i dotrzeć z tą wiedzą do jak najszerszego kręgu odbiorców.

Czyli na więcej opowieści o Youngu, Warsie i Kaperze – i przede wszystkim na ich muzykę w wykonaniu pana tria – możemy zaprosić do Szczecina na koncert w Willi Lentza, 26 listopada.
Tak właśnie będzie. Zapraszam.